- Jakie są Pana (Pani) oczekiwania finansowe?
Jakie są Pana (Pani) oczekiwania finansowe?
Niefortunna odpowiedź na to pytanie może zakończyć rozmowę natychmiast. Często tak się dzieje i trzeba uważać. Dlatego lepiej jest przerzucić dyplomatycznie ten kłopotliwy wątek rozmowy na pracodawcę. Możesz poprosić go, aby określił rząd wielkości wynagrodzeń, które mogą wchodzić w rachubę. Gdyby mimo to nalegał, abyś powiedział swoją cenę — zrób to! Inaczej rozmowa nie posunie się do przodu i być może szkoda nawet na nią czasu. Ale nawet w takim wypadku odpowiedz wymijająco: - Oczekuję wynagrodzenia w granicach od 5 do 7 milionów złotych — choć przypuszczasz, że więcej niż 5 milionów nie zamierza on nikomu zapłacić. Możesz jednak negocjować, a w ostateczności zgodzić się na dolną granicę. Zachowujesz wtedy twarz. Jednocześnie kategoryczne żądanie jednej i tylko jednej ceny za pracę nie usztywnia rozmowy na tyle, aby należało ją przerwać i pożegnać się.
Dobrze jest odpowiedzieć wymijająco: - Oczekuję zapłaty, która będzie odpowiednia dla mojej wiedzy i przydatności w tym przedsiębiorstwie. Przecież Panowie macie wstępne wyobrażenie na mój temat i jest Wam łatwiej sformułować rozsądną propozycję.
Jeśli pracodawca pyta Cię o wysokość Twoich obecnych zarobków, bo uzależnia od odpowiedzi wysokość pensji, którą chce Ci zaproponować u siebie, możesz śmiało odpowiedzieć: - Teraz zarabiam... ale chciałbym zarabiać więcej o..., gdyż jest to jednym z powodów zmiany pracy. Może się wtedy zdarzyć, że pracodawca zamyśli się i stwierdzi: - Rozumiem, ale jest Pan dla mnie zbyt drogim pracownikiem, albo: - Nie mogę tyle zapłacić, bo Pańska pensja burzyłaby ustalony porządek i doszłoby do zadrażnień wśród pracowników. W takim wypadku możesz mu jeszcze zaproponować wykonywanie innej, tańszej pracy. Błyskotliwy rozmówca połapie się na tym w lot i można nadal szukać kompromisu — jeśli Ci na tym pracodawcy zależy. Jeśli pracodawca wykazuje poczucie humoru, a z podaniem konkretnej wysokości pensji ociąga się, można mu powiedzieć: - Niech Pan poda swoją kwotę; jak będzie za wysoka, to powiem Panu o tym i bez trudu ją obniżymy.
Należy z ostrożnością przyjmować zapewnienia podwyżki pensji po okresie próbnym. Po okresie próbnym, zwłaszcza gdy ma być on dłuższy, masz moralne prawo oczekiwać „zwykłej" podwyżki wynikającej z ruchu cen, a być może nawet awansu. Nie należy pozwalać mamić się przyszłym wyrównaniem de facto pensji, bo pracodawca zatrudniając Cię powinien wiedzieć od początku, ile jesteś dla niego wart już teraz.
Bywa, że pracodawca nie jest zorientowany co do aktualnych stawek na rynku pracy albo udaje nieświadomość i szuka naiwnych. Dobrze jest więc taktownie i ostrożnie wyprowadzić go z błędu, a następnie przejść do konkretnych negocjacji finansowych.
Kandydat, który sam proponuje stawkę niższą od powszechnie występującej na rynku pracy dla danego zawodu, stanowiska i doświadczenia (np. wszyscy zainteresowani wiedzą dziś, ile kosztuje praca drukarza o sprawdzalnych umiejętnościach), jest kandydatem podejrzanym: albo bardzo mu zależy na pracy z jakiegoś powodu, albo wie, że nie jest więcej wart, a to z kolei nakazuje zastanowić się, czy warto takim kandydatem zawracać sobie głowę.
Również pracodawca proponujący pensję znacznie poniżej ceny rynkowej stawia się w złym świetle. Pamiętam z młodości taki epizod. Pracowałem w zawodzie konstruktora mechanika i chciałem zmienić pracę z przyczyn finansowych. Główny konstruktor w innym zakładzie pracy wypytał mnie dokładnie o dotychczasowe zajęcie i zrobił mi krótki egzamin z budowy i naprawy urządzeń, które projektowałem. Przyniósł stos rysunków technicznych, musiałem mu wszystko gruntownie objaśniać i bronić swego stanowiska w konkretnych kwestiach warsztatowych. „Egzamin" wypadł pomyślnie i wtedy ja zażądałem oprowadzenia mnie po biurze konstrukcyjnym, bo chciałem naocznie przekonać się, co oni w rzeczywistości wytwarzają i jacy konstruktorzy stoją przy deskach. Pryncypał zgodził się na tę przechadzkę bardzo niechętnie i zabronił mi odzywania się do konstruktorów, co wydawało mi się dziwne, bo produkcja nie była ani tajna, ani super nowoczesna. Po powrocie zaproponował mi pensję mniejszą niż miałem w aktualnym zakładzie na niezłym poziomie technicznym i organizacyjnym. Odmówiłem mu więc pracy z uzasadnieniem, że nie mógłbym go poważnie traktować jako przełożonego, który nie widzi różnicy między pensją kreślarza a wynagrodzeniem samodzielnego konstruktora. Późniejsze informacje w pełni potwierdziły moje pierwsze wrażenie i niepochlebną opinię o tym człowieku. W ciągu ostatnich 4 lat takie próby zaniżania wynagrodzenia są niestety nagminne. Nie każdego kandydata stać jednak na hardą odpowiedź nawet wtedy, kiedy pracodawcy należałoby dać nauczkę choćby przykrym słowem.
tRoll 2009-04-21
