- • O rozmowach w kręgu rodziny, przyjaciół i znajomych napisałem szerzej w pierwszym rozdziale. Tkwi w nich potężny rezerwuar możliwości. Tu tylko podkreślę, abyś dbał o pogodny nastrój i zadbany wygląd podczas całego okresu poszukiwania pracy. Nigdy nie wiesz przecież, czy nie spotkasz kogoś przypadkowo na ulicy, w sklepie, w tramwaju... Kogoś, kto może zaproponować Ci pracę, udzielić rekomendacji, wskazać dalsze wartościowe kontakty. Jeśli będziesz już na pierwszy rzut oka przygnębiony i zaniedbany, najpierw zauważą to osoby, które Cię znają. Mogą uruchomić — nawet bez złej woli — opinię o Twojej złej kondycji, a to na pewno Ci nie pomoże. Informacja o klęsce częściej budzi ciekawość i jałowe współczucie, a stosunkowo rzadziej mobilizuje do pomocy.
• Ogłoszenia w prasie są odzwierciedleniem sytuacji na rynku pracy. Czytaj więc je uważnie i krytycznie, zwłaszcza nim zdecydujesz się na zamieszczanie własnego ogłoszenia. Pamiętaj, że wielu ogłoszeniodawców oferuje wstępnie dobre warunki, aby zwabić więcej kandydatów i zapewnić sobie możliwość swobodnej selekcji. Może się jednak zdarzyć, że po rozmowie z Tobą przedstawiciel firmy zechce dotrzymać warunków określonych w ofercie publicznej.
Zamieszczając własne ogłoszenie ogranicz się do podania nazwiska, sposobu kontaktu (najlepiej telefon) i tego, co jest obiektywnie atrakcyjne w zakresie Twoich umiejętności. A więc np. napisz: „Podejmę stalą pracę w handlu sprzętem radiowo-telewizyjnym.Znam bardzo dobrze asortyment wyrobów, przepisy i wymagania techniczne. Biegle mówię po angielsku i niemiecku. MARGASIŃSKI, tel. 31-11-16 (wieczorem)".
Unikaj ogólników w rodzaju: „Doświadczona pracownica biurowa szuka zajęcia" albo „Podejmę każdą pracę od zaraz".
• Oferta listowna wtedy wywołuje skutek, jeśli zwraca uwagę wśród szeregu innych ofert oraz wzbudza zainteresowanie. Nie może więc być szablonowa, sformułowana niedbale lub rozwlekle, napisana mało czytelnym „maczkiem" albo w jakikolwiek inny sposób pozbawiona elegancji zdradzającej poczucie estetyki, dobry smak i szacunek dla adresata. Oferta (list) jest z założenia wstępem do rozmowy i stosuje się do niej uwagi wcześniejsze, dotyczące życiorysu zawodowego, umiejętności wzbudzania zainteresowania rozmówcy i zjednywania go.
• Wybierając się do Rejonowego Urzędu Pracy pamiętaj o obowiązującej rejonizacji i funkcjach tego organu państwowego. Zapoznaj się dokładnie z wywieszonymi w urzędzie ogłoszeniami, zrób notatki. Zabierz ze sobą ostemplowany przez ostatniego pracodawcę dowód osobisty i legitymację ubezpieczeniową oraz wszystkie świadectwa pracy (mogą być kopie lub odpisy). Miej też ze sobą inne dokumenty stwierdzające kwalifikacje, wykształcenie i uprawnienia.
Po zarejestrowaniu się w RUP (jako bezrobotny lub poszukujący pracy) uzyskasz prawo wglądu w zgromadzone tam oferty pracy i będziesz poproszony na rozmowę z wyspecjalizowanym pośrednikiem — etatowym pracownikiem Rejonowego Urzędu Pracy. Pośrednik przejrzy Twoje dokumenty i zada Ci szereg pytań pomocniczych ułatwiających znalezienie pracy. Pamiętaj, że zadaniem tego urzędu nie jest dawanie pracy, lecz ułatwianie jej wyszukania i zdobycia. W tym celu urząd organizuje m.in. szkolenia ułatwiające kontakty z pracodawcami i udziela porad prawnych osobom poszukującym zatrudnienia. Sprowadzenie roli Rejonowych Urzędów Pracy do roli płatnika zasiłków dla bezrobotnych jest oczywistym nieporozumieniem. Staraj się wykorzystać pełnię możliwości tej instytucji państwowej.
• Rozmowa telefoniczna jest trudna dla poszukującego pracy. Kontakt oparty jest wyłącznie na mowie i słuchu, a to pozbawia petenta pożytecznych w rozmowie czynników pomocniczych: obserwowania zachowania się i gry twarzy rozmówcy, własnej mimiki i gestu, możliwości zaprezentowania ogólnego dobrego wyglądu i zjednujących rozmówcę dokumentów.
Kardynalnym błędem rozmowy telefonicznej jest mówienie długo i nudnie. Trzeba więc włożyć cały talent i energię w wyczucie rozmówcy, aby sprostać oczekiwaniom, jakie on wiąże z tą rozmową. Jeśli jest to pierwszy kontakt z pracodawcą (jego biurem) należy szybko się zorientować, jaka istnieje szansa na doprowadzenie do rozmowy bezpośredniej. Wszystko powinno być podporządkowane temu celowi, a wyjednanie zgody trzeba uznać za maksymalny sukces. Dobrym rezultatem może być też uzyskanie zgody na wysłanie oferty pisemnej, ale trzeba wtedy wyczuć, czy nie jest to tylko pretekst do odłożenia słuchawki, czy pracodawca wykazał w miarę szczere zainteresowanie i nie działa „na odczepne".
Zazwyczaj rozmowa telefoniczna stanowi najbardziej wstępną selekcję zgłoszeń i trzeba zrozumieć jej funkcje w konkretnej sytuacji. Natarczywe telefonowanie może być równie bezowocne, jak brak zdecydowania w przypadku choćby lekkiego zainteresowania naszą ofertą. Szkodliwe bywa też nadmierne przywiązanie do popularności własnego nazwiska i związane z tym oczekiwanie, że rozmówca po drugiej stronie drutu będzie konwersował z nami zgięty wpół albo że motyw naszego telefonowania musi być dla niego natychmiast oczywisty.
Konieczne jest każdorazowe wyraźne i uprzejme przedstawienie się co najmniej nazwiskiem (z podaniem celu rozmowy), aby nie pomylono nas z kimś, kto okazał się nietaktowny w rozmowie albo został już wyeliminowany z obszaru zainteresowań pracodawcy.
Pośrednictwo w sprawach pracy i zatrudnienia zawsze wiązało się z działalnością wyspecjalizowanych agencji. Agencję charakteryzuje zakres usług, forma zapłaty i rozłożenie ryzyka za skutki zainicjowanych przez agencję poszukiwań, bądź ryzyka z tytułu rzetelności informacji. Odradzam korzystanie z usług pośredników zamieszczających ogłoszenia prasowe w rodzaju: „Wysyłamy atrakcyjne oferty pracy po opłaceniu kosztów wysyłki. Należność w kwocie... prosimy wpłacać na konto...", albo „Szukasz pracy? - przyślij nam swoją ofertę i dowód wpłaty na konto...". Kontakt z pośrednikiem dobrze jest rozpocząć od sprawdzenia czy prywatne biuro pośrednictwa pracy jest legalne, a więc czy jest ono prowadzone w ramach działalności gospodarczej, czy stanowi formę prawną spółki, czy może jest przypadkiem agendą fundacji lub stowarzyszenia albo związku wyznaniowego. Właściciel lub kierownik biura pośrednictwa pracy obowiązany jest bez ociągania się udzielić petentom rzetelnych informacji o podstawach prawnych działania biura i okazać na żądanie oryginały (uwierzytelnione urzędowo odpisy) dokumentów potwierdzających prawdziwość tych informacji.
Pośrednictwo pracy jest szczególnym rodzajem działalności publicznej, która w myśl ustawy z dnia 16 października 1991 r. o zatrudnieniu i bezrobociu (Dz.U. nr 106, poz. 457 — z późn. zmianami) wymaga uprzedniego upoważnienia wydawanego przez Ministra Pracy i Polityki Socjalnej. Udzielając takiego upoważnienia stosownym organom, organizacjom lub osobom, minister określa zasady, warunki, termin ważności upoważnienia, zakres prowadzenia pośrednictwa pracy i obowiązki z tym związane oraz wysokość opłat taryfowych pobieranych od zakładów pracy. Jeżeli warunki i obowiązki zawarte w takim upoważnieniu nie są przestrzegane, Minister Pracy i Polityki Socjalnej może cofnąć upoważnienie przed upływem terminu jego ważności. Prowadzenie pośrednictwa pracy w celach osiągania zysku jest zakazane — stanowi cytowana wyżej ustawa (art. 31), dlatego biuro pośrednictwa pracy w żadnym wypadku nie może żądać pieniędzy lub jakiejkolwiek innej formy zapłaty od osoby poszukującej pracy. Biura pośrednictwa pracy mogą pobierać opłaty tylko od firm (przedsiębiorstw, urzędów, osób prywatnych) oferujących miejsca pracy. Państwo, organizując i prowadząc państwowe pośrednictwo pracy, nie może za tę działalność pobierać pieniędzy od żadnej strony.
„Tysiące osób dało się oszukać na własne życzenie" — ostrzega red. Bogna Świątkowska w „Życiu Warszawy" (4 lutego 1993 r., s. 5) i podaje za serwisem Polskiej Agencji Prasowej informacje o fałszywej spółce pośrednictwa pracy ze Szczecina, która oszukała co najmniej 20 tysięcy osób z całej Polski. Z danych Komendy Głównej Policji wynika jednoznacznie, że policja polska odnotowuje co roku około 40 tysięcy przypadków oszustw tego rodzaju. „Oszuści wykorzystują ogłoszenia prasowe i naciągają najczęściej osoby niezaradne, takie które odpowiedzą na ofertę, typu: jak w miesiąc zarobić 100 milionów" — mówi rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji, podinspektor Jerzy Kirzyński — i dodaje, że w prowadzonych przez policję sprawach tego rodzaju poszkodowanych trzeba ściągać z całej Polski („Życie Warszawy", ibidem, s. 5). Oszuści za swą „pomoc" każą sobie zapłacić, a ten kto wpłaci żądaną sumę, najczęściej nie może doczekać się odpowiedzi. Schwytani przez policję oszuści bardzo często pozostają bezkarni, gdyż niezmiernie trudno jest im cokolwiek udowodnić. Oszuści najczęściej tłumaczą się, że nie są w stanie wywiązać się z obietnic podawanych w ogłoszeniach, ponieważ uniemożliwia im to policja.
Nielegalne biura pośrednictwa pracy najczęściej podają się za przedstawicielstwa zagranicznych firm — co trudno sprawdzić przeciętnemu człowiekowi. Na przykład zorganizowana przez obywateli niemieckich fałszywa spółka pośrednictwa pracy „Glob—Partner" oszukała co najmniej 20 tysięcy osób z całej Polski — ocenia Prokuratura Rejonowa w Policach (woj. szczecińskie). Dwaj dżentelmeni Michael M. i Roger J. utworzyli w Szczecinie spółkę, która nie została zarejestrowana. Zamieszczali ogłoszenia w prasie regionalnej na obszarach najbardziej dotkniętych bezrobociem w Polsce. Informowali w ogłoszeniach, że mogą pośredniczyć w znalezieniu dobrze płatnej pracy w Niemczech. Za pośrednictwo pobierali od 50 do 100 tysięcy złotych — co blisko dwa lata temu, a i dziś także dla wielu osób, stanowi kwotę nie małą. Oszuści zostali schwytani przez policję podczas próby podjęcia z urzędu pocztowego kolejnych przekazów od osób zainteresowanych zamieszczanymi przez nich ogłoszeniami.
Czasem oszuści wyłudzają od ludzi bardzo duże pieniądze, sprzedając za nie oferty pracy odbite z prasy lub z książek telefonicznych. „Oferują" swym ofiarom pracę, której w rzeczywistości nie ma lub której warunki finansowe są o wiele gorsze, niż przewidziano w umowie zawartej między nierzetelnym biurem pośrednictwa a klientem. Podręcznikowym wręcz przykładem oszustwa może być działalność pośredniczą pewnej agencji wydawniczej ze Szczecina, która proponowała chętnym pracę na platformach wiertniczych w Norwegii, nocleg i zakwaterowanie, nie mając zapewnienia strony norweskiej, że potrzebuje pracowników (Na podstawie artykułu Grażyny Tomali w „Życiu Warszawy" z dnia 18 czerwca 1993 r., s. 5 pt. „/ tobie mogą dać pracę...").Obecnie zarejestrowanych jest w Polsce około stu firm prywatnych prowadzących krajowe pośrednictwo pracy i mniej więcej tyle samo przedsiębiorstw uzyskało upoważnienia do prowadzenia pośrednictwa zagranicznego. Wszystkie te podmioty są dobrze znane w Urzędzie Pracy w Warszawie oraz w Wojewódzkich i Rejonowych Urzędach Pracy właściwych miejscowo dla siedziby danego biura pośrednictwa.
Z mocy podpisanych przez Polskę umów międzynarodowych z Niemcami, Austrią i Francją nie wolno prowadzić prywatnego pośrednictwa pracy do tych krajów. Wyjątki są bardzo nieliczne i dotyczą udzielania zgody na pośrednictwo dużym poważnym firmom współpracującym od dawna np. z Niemcami na podstawie długoterminowych kontraktów. Jeżeli więc oferuje pracę w tych krajach jakaś mała i nie znana kompetentnym urzędnikom firma, to wolno przypuszczać, że mamy do czynienia z firmą nie dysponującą upoważnieniem do pośrednictwa pracy poza granicami kraju, lub że jest to firma wręcz fałszywa, prawnie nie istniejąca!
Polska ratyfikowała Konwencję Międzynarodowej Organizacji Pracy i z mocy tej konwencji jest zobowiązana prowadzić państwowe pośrednictwo pracy w formach nieodpłatnych, a także musi umożliwić rozwój i kontrolę prywatnego pośrednictwa pracy. Cel ten jest osiągany przez uchwalanie przepisów prawa krajowego oraz zapewnienie ich realnego przestrzegania.
• Pokaźna część ogłoszeń prasowych o wakujących miejscach pracy pochodzi od ludzi swoiście nieuczciwych, żerujących na cudzej biedzie albo nieświadomości i braku doświadczenia. Szakale, gotowi wycisnąć każdego pracownika jak cytrynę z pogwałceniem wszelkich gwarancji prawnych i zasad elementarnej przyzwoitości, rozpoznawalni są po tym m.in., że arogancko dawkują informacje. Ofertę prasową formułują bałamutnie i ogólnikowo, najchętniej wskazują tylko kontakt telefoniczny. Oferują pracę sprzedawcy, ale nie chcą przez telefon powiedzieć, czy ma to być praca w sklepie odzieżowym, czy w hurtowni z gaszonym wapnem i drutem kolczastym. Szakal prawie nigdy nie powie przez telefon, ile może zapłacić i jakie są jego warunki. Wymusza osobisty kontakt i poniewiera bezkarnie cudzym czasem, celowo upokarzając ludzi koniecznością przybycia do firmy lub pod inny wskazany łaskawie adres, nawet wtedy, kiedy wystarczyłyby dwa zdania telefonicznej rozmowy do ustalenia, czy ktoś jest nadal zainteresowany ofertą. W ten sposób szakal podkreśla swoją ważność i bada determinację osób poszukujących pracy. W zależności od dostrzeżonej determinacji lub oznak ubóstwa proponuje wynagrodzenie znacznie poniżej wartości pracy, przez co legalne zatrudnienie staje się dla szukającego pracy mniej opłacalne niż korzystanie z zasiłku dla bezrobotnych.
Szakal — to ten wreszcie pracodawca, który przymusza do podjęcia pracy „na czarno", kpi z ustawowych gwarancji socjalnych i współtworzy szarą strefę gospodarczą, umożliwiającą bogacenie się jednostek kosztem ogółu społeczeństwa. Gdyby nie było paserów, część złodziei porzuciłaby niewątpliwie złodziejskie rzemiosło. Gdyby nie egoizm i naiwna wiara szukających pracy, uczciwość pracodawców byłaby większa. Chodzi bowiem o to także, iż część osób szukających pracy egoistycznie współuczestniczy z pracodawcami w aktach bezprawia, licząc na szczęśliwy traf i uniknięcie pokrzywdzenia, a zarazem oczekując, aby inni sprzeciwili się złu.
Mam umiarkowaną nadzieję, że rozproszone w różnych miejscach spostrzeżenia, zawarte w tej książce, stanowią ułatwienie przy formułowaniu własnych ogłoszeń prasowych i przy krytycznym czytaniu cudzych ogłoszeń. Odradzam eksperymentowanie i proponuję zdecydowane odrzucenie bez długich deliberacji ogłoszeń nie zgodnych z założonymi przez nas preferencjami zawodowymi oraz ogłoszeń brzmiących podejrzanie. Bez sprawdzenia można odrzucić ogłoszenie z propozycją wynagrodzenia w kwocie 6 milionów złotych tygodniowo (czerwiec 1994 r.) bez jakiegokolwiek sprecyzowania charakteru oferowanej pracy, bo do pracy za takie pieniądze nie potrzeba dziś szukać chętnych za pomocą gazet. Nie należy przypuszczać, że ogłoszeniodawcy uprawiają działalność charytatywną i dlatego nie należy tracić czasu na studiowanie ofert wabiących dużymi pieniędzmi, choćby w zamian za nie ogłoszeniodawca oczekiwał „tylko" absolutnej dyspozycyjności, poczucia humoru albo młodego wieku.
Znacznie więcej krytycyzmu i rezerwy wymaga natomiast sprawdzenie ofert brzmiących poważnie, pasujących do naszych preferencji i nasuwających rozterki wobec konieczności wyboru („Osiołkowi w żłoby dano..."). W takim wypadku trzeba podjąć „flirt" z dobrze zapowiadającymi się pracodawcami, każdemu z nich czyniąc pewne nadzieje. Ponieważ świadomość tej gry istnieje po obu stronach, więc trzeba się w rozsądnym terminie zdecydować na „małżeństwo" z jednym z pracodawców. Dobrze jest być w roli urodziwej panny i przebierać wśród starających się fatygan-tów, ale wreszcie trzeba któregoś wybrać, a wypróbowanie ich wszystkich po kolei w roli matrymonialnej byłoby raczej niemożliwe. Ta smakowita — choć nie oryginalna — analogia przypomina, że gdy się sprawę traktuje serio, to wyselekcjonowanie ogłoszeń rzeczywiście atrakcyjnych jest tylko pozornie proste i nie skomplikowane. Poza tym trzeba mieć jeszcze możliwość wybierania!
• Los bezrobotnych i poszukujących pracy jest silnie, w sposób pośredni i bezpośredni, związany z kwestią podziemia gospodarczego. Wpływ „szarej strefy", o której napomykałem nieco wcześniej, oddziałuje na sytuację i postępowanie pracowników najemnych bądź poszukujących pracy, choćby tego nie chcieli. Jest poza wszelkim sporem, że podziemie gospodarcze stwarza konkurencję dla przedsiębiorczości prowadzonej legalnie i w sposób cywilizowany. Problem nie kończy się na stymulującej postęp konkurencji wtedy, gdy skala gospodarczej „wolnej amerykanki" prowadzi do bankructwa przedsiębiorstw uczciwych (działających zgodnie z prawem i etyką kupiecką), a ich miejsce zajmują oszuści podatkowi i różnej maści krętacze oferujący pracę „na czarno". Takie praktyki spychają stosunki społeczne w chaos i fałszywie kreują cenę pracy ludzkiej oraz koszt utrzymania stanowiska pracy. W rezultacie ulegają zwichnięciu metody rzeczowej kalkulacji cen i kosztów, a ogromne masy pieniądza krążą nurtem podziemnych strumieni. Slogany o państwie prawa brzmią w tych warunkach jak szyderstwo, bo każdy gołym okiem widzi tę dwoistą moralność w sprawach publicznych. Spojrzenie osób dotkniętych ubóstwem albo daremnie poszukujących uczciwej pracy jest chyba szczególnie na te sprawy wyczulone. Zwłaszcza, że system zasiłków dla bezrobotnych jest systemem chorym, usprawiedliwiającym obchodzenie prawa i konfliktogennym — o czym wiemy wszyscy.
Legalni przedsiębiorcy i kierujący się prawem legalni pracodawcy nie znajdują dostatecznego wsparcia ze strony państwa również na skutek nieetycznych zabiegów propagandowych określonych grup interesów, które organizują opinię publiczną wokół fałszywych motywów i przesłanek. Bardzo często można usłyszeć i przeczytać wypowiedzi demagogów — często utytułowanych
— którzy nie bez racji twierdzą, że praca „na czarno" daje możliwości przeżycia wielu bezrobotnym.
Nie wchodząc w zawiłą materię socjologiczną i ekonomicz-no-prawną tego zjawiska, z etycznego choćby punktu widzenia pobłażliwość wobec pracy „na czarno" należy zakwestionować. Argument „możliwości przeżycia" wielu bezrobotnych nie zasługuje na poważne traktowanie w kategoriach ładu społecznego cywilizowanego państwa, bo różne są sposoby zapewniania sobie ekonomicznej egzystencji — z rozbojem, prostytucją i czerpaniem zysków z cudzego nierządu włącznie — ale nie wszystkie zasługują na aprobatę.
Pobłażliwość wobec podziemia gospodarczego na dużą skalę możliwa jest w okresie przebudowy systemu politycznego, społecznego i gospodarczego oraz związanego z tym nieuchronnie zachwiania moralności dużych grup ludności. Pobłażliwość ta utrzymuje się i kwitnie dzięki niespójnemu systemowi wartości w okresie poprzednich dziesięcioleci oraz kompromitacji elit, które ostatnio wdrapały się do władzy po robotniczym grzbiecie. Powstał sprzyjający klimat dla rozwoju mikrobów moralnego zepsucia przywleczonego ze wschodu, które dla korupcji i oszustwa ma zawsze atrakcyjne usprawiedliwienie: Żeby żyć, trzeba się dostosować; kraść, oszukiwać, korumpować i być korumpowanym {„Kradnij ukradzione!"), a skoro wszyscy oszukują się nawzajem, to nie ma pokrzywdzonych.
Ludzie bezrobotni i szukający pracy są wmanipulowani w praktyczne konsekwencje powyższego rozumowania. I nie od nich należy w pierwszej kolejności oczekiwać udziału w walce z gospodarczym podziemiem, ale dobrze byłoby, aby widzieli ostro problem i swoje miejsce na spirali zjawisk patologicznych.
Pierwszym efektem walki z szarą strefą będzie nasze zubożenie
— głoszą mąciciele. Zbiedniejemy, bo będziemy musieli więcej płacić za towary i usługi, których ceny po ewentualnym rozgromieniu gospodarczego podziemia nieuchronnie pójdą w górę — dodają pełni zatroskania.
Szukając pracy spotykamy się w równym stopniu z ofertami legalnie działających pracodawców, jak i z tymi, którzy działają tuż pod powierzchnią legalnego życia gospodarczego, ale także z przedsiębiorstwami o wielkiej skali obrotu i dochodów, które osiągane są głównie dzięki głęboko zakonspirowanej działalności przestępczej w sferze produkcji i obrotu. W żadnym cywilizowanym kraju o ustabilizowanej gospodarce nie byłoby możliwie dojście w ciągu 2-3 lat do takich pieniędzy, o jakich świadczy lista najbogatszych publikowana w tygodniku „Wprost". Niektórzy z posiadaczy tych zgromadzonych błyskawicznie majątków mogą już sobie dziś pozwolić na bycie uczciwym i dobrze się stało, że przynajmniej późno, ale jednak, część nielegalnie zdobytej fortuny przeobrazili w normalne, sprawnie działające przedsiębiorstwa.
Zakonspirowani poplecznicy podziemia gospodarczego wskazują zagrożenia, jakie może przynieść nierozważna i chaotyczna walka z szarą strefą. Ogólnikowo potępiają szkody, jakie wyrządza krajowi szara strefa w sferze fiskalnej (ograniczają się do kwestii oszustw podatkowych) i dla równowagi szeroko komentują dobrodziejstwa uboczne wywołane nielegalną działalnością gospodarczą. W istocie rzeczy tworzą przychylny grunt dla pobłażliwości, a nawet przestrzegają przed radykalizmem w walce z podziemiem, gdyż zachodzi ich zdaniem niebezpieczeństwo zarżnięcia kury, która znosi całkiem tanie jajka. Dają więc nam ci nauczyciele do zrozumienia, że lekarstwo jest gorsze od choroby. Cierpliwie przypominają, że szara strefa przyczynia się do ożywienia i wzrostu gospodaczego poprzez pomnażanie dochodu narodowego, choć nie odnotowują tego oficjalne statystyki. Nauczyciele ci nie napomykają choćby słowem, jak można indywidualnie sprzeciwiać się arogancji nowobogackich szakali, a byłoby to przecież przydatne dla poprawy bilansu społecznych zachowań na dużą i małą skalę.
Nie można być zapatrzonym w swoją własną, małą krzywdę niskich zarobków lub braku pracy. Trzeba też patrzeć, kogo prosimy o pracę!
