- Nie stawiam sobie za cel nakłanianie Czytelnika do studiów nad techniką pięknego wysławiania się na wzór mówców starożytnych, by piękno górowało nad treścią. Rozmowy związane z poszukiwaniem pracy wymagają gruntownego przemyślenia i zrozumienia, co należy mówić, oraz pozbycia się wątpliwości, jak wypowiedzieć swoją kwestię, jak odpowiadać na pytania i jak samemu pytać rozmówcę, aby być chętnie słuchanym i dobrze rozumianym. Estetyka żywego słowa nie jest tu celem, lecz środkiem do celu.
Wszystko w życiu poznajemy w porównaniu: smak potraw, wysiłek, walor wskazówek przyjaciela. Aby coś naprawdę dojrzeć, zrozumieć i zapamiętać — trzeba o tym porozmawiać.
Moje uwagi nie są przeznaczone dla ludzi węszących w poszukiwaniu posady, ale dla osób poszukujących uczciwej pracy. To, co mam Państwu do powiedzenia, dotyczy zarówno poszukiwania zatrudnienia, jak i innych form zarobkowania dopuszczonych przez prawo (np. zlecenie robót dorywczych związanych z pilnowaniem). Głównie chodzi jednak o uwagi i propozycje dla bezrobotnych, dla absolwentów rozglądających się za stałym zajęciem, dla zamierzających dorobić sobie emerytów i rencistów skazanych na ubóstwo, wreszcie dla osób, które jeszcze mają pracę, ale z jakiś powodów chciałyby ją zmienić. Dla uproszczenia wszystkie te osoby będziemy nazywać dalej „szukającymi pracy".
Grubą naiwnością byłoby czynienie założenia, że rozmówców powinno zawsze cechować szczerość i wzajemne zaufanie. Poza nielicznymi wyjątkami praktyka nie zna takich przypadków — i wszyscy
o tym wiemy. Jest regułą, że każdy stara się zaprezentować z możliwie najlepszej strony; przemilczeć kwestie dwuznaczne, ukryć lub zminimalizować niedostatki swojej oferty, wyeksponować zalety, upiększyć
i wyolbrzymić możliwości. Bezpośredniość kontaktu „twarzą w twarz" stanowi jednak pewien hamulec dla łgarstwa, a zarazem stwarza sposobność weryfikowania przez rozmówcę wysłuchiwanych stwierdzeń. Nigdy nie zdarzają się identyczne sytuacje, identyczne okoliczności towarzyszące. Trzeba je w porę dostrzec i dostosować się. Do każdego zamka inny klucz!
Gdy zamierzamy zmienić pracę lub będąc bez pracy poszukujemy jakiegoś stałego zajęcia (źródła zarobku) — często apelujemy do przyjaciół, znajomych, krewnych... W nielicznych przypadkach wchodzić może w rachubę protekcja (czasem nawet płatna i podlegająca ściganiu karnemu), ale najczęściej przecież chodzi o to, by przekazano nam informację o wakującym miejscu pracy, aby podszepnięto nasze nazwisko komuś, kto właśnie rozgląda się za solidnym pracownikiem, wykonawcą pewnej roboty, kontynuatorem jakiejś działalności. Chcemy zwiększyć szanse i oczekujemy wsparcia ze strony osób życzliwych nam w innej dziedzinie wzajemnych kontaktów. Rachuby te niekiedy zawodzą, niespełnione oczekiwania kładą się cieniem na wizerunku koleżeństwa, podkopują przyjaźń, wyzwalają niesnaski rodzinne. Pytamy się więc: dlaczego? — a brak odpowiedzi przywodzi na myśl przysłowie niedźwiedzie utrwalone w bajce Mickiewicza („Prawdziwych przyjaciół poznaje się..."). Mechanizm rozczarowań warto jednak zrewidować.
Człowiek odpowiedzialny i stateczny nie podejmie się pośredniczenia i nie będzie rekomendował szukającego pracy w sytuacji nie całkiem jasnej; nie udzieli mu poparcia zagrożony kompromitacją z powodu miernych kwalifikacji, niezdyscyplinowania czy np. nadużywania alkoholu przez oczekującego protekcji. Te przykładowe i dość skrajne przesłanki powściągliwości mogą jednak okazać się przebrzmiałe w odniesieniu do konkretnego człowieka — i wtedy obojętność jest niesprawiedliwością. Mogą też wynikać z utrwalenia krzywdzących stereotypów sprzed paru lat, gdy bezrobotnym był tylko ten, kto (poza nielicznymi wyjątkami!) odczuwał wstręt do pracy. Niejednemu wszelako dostatek przymyka oczy na cudze kłopoty i próżno kołatać do jego uczynności, bo jak uczy ludowa paremia — syty głodnego nie zrozumie.
Uczenie się na własnych błędach jest w dwójnasób kosztowne dla ludzi pozostających bez pracy: spotykają ich niepowodzenia i doznają przykrości rozczarowań. Dlatego nie powinni mylić funkcji poszczególnych rozmów i adresatów oczekiwań. Wiem, że jest to trudne. Aby zminimalizować ryzyko rozczarowań wywołanych bezczynnością kolegów, przyjaciół i znajomych deklarujących początkowo pomoc w znalezieniu pracy, proponuję algorytm ułatwiający prześledzenie sytuacji i samoocenę.
• Czy stać Cię na wyjaśnienie rozmówcy zgodnie z prawdą wszystkich okoliczności utraty dotychczasowego zatrudnienia (źródła utrzymania)? W wielu wypadkach w pierwszej kolejności tracą przecież pracę ludzie kontrowersyjni, z różnych przyczyn nie tolerowani przez środowisko, albo życiowi trójkowicze i nieudacznicy. Czy potrafisz więc obronić swoje racje przed osobami, które miałyby dobrowolnie udzielić Ci pomocy w znalezieniu pracy?
• Skąd czerpiesz pewność, że już rozpoznałeś trafnie swoje możliwości (zawodowe, zdrowotne, towarzyskie...), które mogłyby okazać się istotne w nowym środowisku pracy lub wobec nowego dla Ciebie rodzaju zarobkowania?
• Dlaczego uważasz, że sygnalizowane Ci wcześniej wady i niedostatki Twojego postępowania (np. rutyna w zawodzie, niechęć uczenia się, omijanie nowych problemów, przesadna ostrożność) są po-mijalnie małe i nie stanowią przeszkody w rekomendowaniu Cię na wakujące stanowisko?
• Czy jesteś gotów rozmawiać otwarcie o Twoim życiu i systemie wartości, gdyby taka rozmowa była konieczna do sprawdzenia Twojej uczciwości i ustalenia, czy jest szansa, że nie zawiedziesz pokładanych w Tobie nadziei?
• Określ precyzyjnie, czym kierowałeś się oczekując od określonych osób pomocy w znalezieniu pracy. Czy Twój pogląd na tę sprawę ulega korektom w miarę upływu czasu i nowych doświadczeń? Czy gdyby można było cofnąć czas, zwróciłbyś się do tych samych osób
0 pomoc i dlaczego?
• Poproś, aby osoby deklarujące Ci pomoc wypytały Cię o wszystko co może być istotne, aby z przekonaniem i prawdopodobną skutecznością mogły udzielić o Tobie korzystnych referencji lub wręcz dać zatrudnienie — jeśli to od nich zależy. Sprawdź rzetelność tego wypytania. Wyjaśnij, dlaczego przyjaciel, kuzyn, kolega, znajomy nie zadał Ci pewnych pytań, choć wiesz, że są one istotne.
• Ustal konsekwencje i przyczyny prawdopodobnego fiaska poszukiwań pracy w konkretnej sytuacji. Rozważ, co przemawia za tym, abyś miał większe szanse przed innymi kandydatami lub przed innymi protegowanymi apelującymi o pomoc ze strony tych samych osób.
• Przedyskutuj z osobą, którą darzysz zaufaniem:
— prawdopodobieństwo rozczarowania się Twoich protektorów, jeśli w nowej pracy nie sprawdzisz się (wykażesz niefachowość, nierzetelność lub inną dyskwalifikującą Cię właściwość, którą mogłeś i powinieneś przewidzieć);
— oczekiwania osób udzielających Ci pomocy (rekomendacji) w znalezieniu pracy.
Postaraj się ustalić, czy ryzyko Twojego niesprawdzenia się w nowym miejscu pracy jest możliwe do zaakceptowania przez osoby, które Ci zaufały. Rozważ, czy ryzyko to należy wkalkulować w koszt łączącego Was koleżeństwa, przyjaźni, dawnych zobowiązań itp. Może to ryzyko nie jest warte zachodu albo trzeba je inaczej rozłożyć.
• Zastanów się, czy status bezrobotnego albo aktualna gorsza praca doskwierają Ci aż tak bardzo, aby z braku innych możliwości sięgać po pomoc wbrew poczuciu własnej godności. Zastanów się, czy osoba wpływowa z Twojego otoczenia — którą masz na oku
1 zamierzasz prosić o pomoc — jest tego warta. Doświadczenie życiowe poucza, że w sytuacjach ekstremalnych ludzie są gotowi zaciągać tzw. dozgonne długi wdzięczności. Wobec takiego „długu" będziesz zawsze niewypłacalny, jeśli Twoi dobroczyńcy okażą się ludźmi małego formatu. Jeśli przyjąłeś deklarację udzielenia Ci pomocy w znalezieniu pracy i traktujesz tę deklarację poważnie — przejmij w miarę możliwości inicjatywę. Zaproponuj z góry, że np. raz w tygodniu specjalnie spotkasz się z Twoim „dobrodziejem", aby mógł on spokojnie Ci opowiedzieć czego zdołał się dowiedzieć, gdzie pytał o pracę dla Ciebie, co uzyskał itd. Z tych kontaktów może się narodzić szansa znalezienia pracy albo rychło poznasz jego rzeczywisty stosunek do sprawy i pozbędziesz się złudzeń. Opieszałość w załatwianiu cudzych spraw („kogo nie boli temu powoli") jest cechą przykrą, ale nie dyskwalifikuje. Dyskwalifikuje obłuda.
Dotychczasowe uwagi, dotyczące rozpoznania w kręgu rodziny, przyjaciół i znajomych, można wykorzystać w trakcie rozmowy w Urzędzie Pracy, rozmowy z przedstawicielem właściciela lub kierownika firmy. Proponowany Państwu „rachunek sumienia" jest też przydatny przy podejmowaniu decyzji w toku korespondencyjnego załatwiania spraw. Przyjrzyjmy się bliżej pewnym dość popularnym sposobom zabiegania o powodzenie i sukces. Najpopularniejszym sposobem jest chyba poszukiwanie poparcia innych osób.
Poparcie (wstawiennictwo) w sprawach zatrudnienia oznacza pomoc wpływowej osoby. Może ono dotyczyć tzw. pierwszego kroku, ułatwienia w nawiązaniu kontaktu zainteresowanych stron. Dalej posuniętą formą poparcia jest już wyraźne faworyzowanie oferty lub osoby, a nawet manifestacja roztoczenia opieki przez wpływową osobę nad protegowanym.
To swoiste rozpinanie parasola ochronnego może odbywać się ostentacyjnie, ale z reguły przebiega dyskretnie, gdyż „wpływowa osoba" pragnie ukryć fakt, iż jej protegowany nie radzi sobie i wymaga pomocy. Formą nieetycznego poparcia jest już samo przyrzeczenie faworyzowania kandydata do pracy, bez względu na okoliczności.
Rekomendacje i referencje stanowią usankcjonowane dobrym obyczajem formy wstawiennictwa na rzecz osób poszukujących pracy lub zajęcia (innego niż zarobkowe). Rekomendacja oznacza bowiem wystawienie komuś pochlebnego świadectwa i znaczy tyle co polecenie (kogoś lub czegoś).
Rekomendacja jest działaniem w świetle dnia, cywilizowaną formą promowania jednostek wartościowych. Rozumna rekomendacja stanowi pożyteczną społecznie instytucję ochrony przed zalewem miernoty i cwaniactwa. Przeciwieństwem rekomendacji jest obłudny formalizm opinii służbowych wydawanych obligatoryjnie na żądanie, a zwłaszcza zwyrodniała forma protekcji spychająca stosunki społeczne w chaos.
Referencja — to zwykle opinia udzielona o kimś, informacja w postaci zaświadczenia polecającego kogoś, świadectwo o kimś jako o pracowniku, uczniu, praktykancie — zazwyczaj pochlebne (dawać komuś referencje; przedstawić, złożyć referencje na piśmie; przyjść z referencjami). Rekomendacja w postaci referencji polega na dobrowolności i opiera się na autorytecie osoby polecającej.
Prośba poszukującego pracy o udzielenie mu referencji na piśmie jest swoistym papierkiem lakmusowym. Taka prośba weryfikuje i porządkuje wypowiadane nieraz lekko obietnice; staje się probierzem szczerości deklarowanych intencji.
Protekcja opiera się z zasady na działaniu dyskretnym, poufnym, wyjętym spod kontroli społecznej i często nieetycznym w całej rozciągłości (mówimy, że ktoś pozwala sobie na wiele, bo ma „plecy"), a w dodatku bez pozostawiania śladów na piśmie, choć sam fakt poparcia może być tajemnicą poliszynela.
Poparcie, które może przyjmować formy pośrednie między protekcją a rekomendacją (np. anonsowanie petenta przez telefon, bez większych zobowiązań i poręczeń), wynika często z przypadku, ze spontanicznej reakcji i nadarzącej się okazji. Szukający pracy powinien być wyczulony na każdą pojawiającą się sposobność; dostrzegać ją i bez zwłoki wypróbować — o czym dalej. Skrajnie patologiczną formą poparcia jest płatna protekcja zagrożona karą pozbawienia wolności od roku do lat 10 (art. 244 Kodeksu karnego). Płatna protekcja obejmuje zazwyczaj działalność gospodarczą, a w tym pracę aparatu kontroli i wymiaru sprawiedliwości, rozstrzygnięcia administracyjne i stosunki pracy w zakładach — zwłaszcza w sytuacji dotkliwego bezrobocia i spadku produkcji.
Cytowany przepis ustawy karnej redagowany był w epoce państwa totalitarnego i służy zwalczaniu płatnej protekcji w załatwianiu cudzych spraw w instytucjach państwowych i społecznych. Obecnie nie ma żadnych przeszkód, aby przepisem tym objąć ochronę interesów spółek, przedsiębiorstw zagranicznych i organów samorządu terytorialnego, skoro bezspornym jest, że płatna protekcja:
• godzi w powagę i dobre imię instytucji,
• stwarza nie usprawiedliwione obciążenia materialne dla obywateli załatwiających sprawy,
• przyczynia się do deprawowania osób zatrudnionych w instytucji,
• sprzyja istnieniu w społeczeństwie specjalnej kategorii pasożytów, żyjących nie z pracy i godziwych zarobków, lecz z eksploatowania swych stosunków z obsługą urzędów i instytucji, a zwłaszcza z zatrudnionymi tam ludźmi na kierowniczych stanowiskach, bądź nawet z tzw. osobami szczególnego publicznego zaufania (np. lekarz, sędzia, oficer policji, urzędnik kontroli skarbowej, celnik, prokurator).
Dla szukających pracy istotna jest więc świadomość, że istnieje represja prawna na wypadek ofert ze strony pasożytów specjalizujących się w protekcji i kumoterstwie.
Korzyść dla płatnego protektora, w zamian za pośrednictwo w załatwianiu sprawy, może mieć postać korzyści majątkowej lub osobistej (np. związki intymne) albo jej obietnicy.
Prowadząc dziś rozmowy w sprawach pracy dobrze jest analizować reakcje partnera (np. okoliczności i motywy odmowy zatrudnienia) pod kątem dość powszechnej korupcji urzędników. Płatna protekcja jest przestępstwem stycznym z łapownictwem i (przeważnie) z oszustwem. (Zob. i porównaj określenie łapownictwa biernego — art. 239 i 240 K.k., łapownictwa czynnego — art. 241 i 242 K.k. oraz oszustwa — art. 205 K.k.).
Formy zabiegania o przychylność i sposoby udzielania bliźnim pomocy na szczęście nie są do końca sformalizowane, a elementem uzupełniającym w tej mierze porządek prawny są zasady współżycia społecznego. Ich rola polega na zsynchronizowaniu norm prawnych z nakazami moralności i obyczajów, na uelastycznianiu prawa i zapobieganiu bezdusznemu stosowaniu litery przepisów, prowadzącemu do niesprawiedliwości (art. 5 Kodeksu cywilnego). Czasem opłaca się uświadomić tę prawdę naszemu rozmówcy.
Warunkiem wstępnym osiągania sukcesów przez poszukującego pracy jest jego umiejętność trafnej oceny sytuacji w zakresie już posiadanych koneksji i własnych walorów osobistych. Bez tej umiejętności niemożliwe staje się sięganie po nowe kontakty i zróżnicowanie sposobu prowadzonych poszukiwań. Trudno jest też wykrzesać z siebie konieczny optymizm.
Ubóstwo osoby długotrwale pozostającej bez pracy z reguły upokarza wewnętrznie bezrobotnego, a nadto może być elementem ukrytej presji podczas negocjowania warunków zatrudnienia. Ubóstwo ma jednak charakter przemijający, można je w miarę skutecznie ukryć i zniechęcić partnera do prób żerowania na cudzej biedzie. Trudniej jest zniwelować skutki względnie trwałych uwarunkowań (brak zawodu, podeszły wiek — w relacji do oczekiwanej pracy, skomplikowana sytuacja rodzinna, zły stan zdrowia itp.). W porównaniu z innymi przeszkodami czynnik ubóstwa jest wyolbrzymiany przez samych szukających pracy, podczas gdy pracodawcy nie roztrząsają tej kwestii z reguły tak długo, jak długo ubiegający się o pracę sam nie dostarczy argumentów skłaniających do zastanowienia się z czego się utrzymuje, dlaczego jest długo bez pracy, co naprawdę zamierza z sobą począć i co ma do zaoferowania.
Dziennik „Rzeczpospolita" powołał się niedawno na badania przeprowadzone na zlecenie jednej z hiszpańskich central związkowych. Badania te wykazały, jak dalece destruktywnie bezrobocie wpływa na fizyczną i psychiczną kondycję człowieka.
„Bezrobotny odczuwa kolejno:
Niepewność. Krótki okres, w którym pracownik — jeszcze zatrudniony — zaczyna odczuwać możliwość utraty pracy. Odczuwa coś w rodzaju zakłopotania. Jeszcze nie wierzy, że może to dotknąć właśnie jego.
Negację. Osoba, która utraciła pracę uważa, że należy się jej odpoczynek. Nie martwi się jeszcze zbytnio przyszłością. Na tym etapie, który trwa kilka tygodni,
bezrobotny załatwia sprawy odkładane dotychczas na bok z powodu braku czasu. Nie uświadamia sobie, że nie ma już wpływu na sytuację, w jakiej się znalazł.
Przygnębienie. Mija wrażenie przebywania na urlopie. Kończą się pieniądze. Odkrywa się twardą rzeczywistość bezrobocia. Nie można znaleźć pracy mimo usilnych poszukiwań. Świadomość przegranej podważa wiarę we własne siły. Bezrobotny zaczyna idealizować ostatnią pracę. Zapomina o jej złych stronach. Łatwo się irytuje. Źle sypia. Drobne sprzeczki zamieniają się w groźne konflikty. Zaczynają się wizyty u lekarza w celu uzyskania środków uspokajających. Ta faza może trwać kilka miesięcy.
Rezygnację. Ten stan osiąga się po 12-18 miesiącach bezrobocia. Człowiek przyzwyczaja się do roli bezrobotnego. Pracy poszukuje już tylko okazjonalnie. Kończy się życie towarzyskie. Następuje izolacja. Zacierają się różnice między dniami pracy, świętami, weekendami. Wszystkie dni są jednakowe. Puste. Nudne."
(Bezrobocie po hiszpańsku, „Rzeczpospolita" z dnia 4 kwietnia 1994 r., s. 20.)-
Niezawinione i długotrwałe bezrobocie urąga ludzkiej godności. Nie można upatrywać w nim narzędzi uzdrawiania gospodarki, jak to naiwnie głoszą zwolennicy istnienia „rezerwowej armii pracy".
| Data | Tytuł artykułu | Autor |
| 2009-04-21 | Jakie są Pana (Pani) oczekiwania finansowe? | tRoll |
| 2009-04-21 | Pytania zbędne, niedopuszczalne lub w złym guście. | tRoll |
| 2009-04-21 | O przyczyny odejścia poprzednika z proponowanego stanowiska. | tRoll |
| 2009-04-21 | O czas pracy i możliwość wykorzystania urlopu wypoczynkowego. | tRoll |
