- Dziś każdy już chyba wie, że szukając pracy nie należy poruszać się po omacku i chaotycznie. Potrzebny jest jasno wytknięty cel i wariantowy plan działania. W sprawach kontaktów w kręgu rodziny, przyjaciół i znajomych proponowałem Państwu algorytm oceny własnego postępowania. Potrzeba samookreślenia się co do przyczyn i form aktywności poszukiwawczej powracać będzie jeszcze w różnych kontekstach. Wynika to m.in. z niezależnych obserwacji i badań statystycznych, w których rzetelność nie sposób wątpić. Cel — to przedmiot zamierzonych działań szukającego pracy. Musi on być jasno zdefiniowany w świadomości zainteresowanego i osób współdziałających. Dla jednych celem jest zdobycie środków utrzymania dla siebie i rodziny, dla innych celem jest formalne nawiązanie stosunku pracy (choćby na krótko albo dla pozoru), jeszcze inni pragną za wszelką cenę zmienić środowisko pracy — i to jest właśnie celem ich wysiłków. Znam osobiście ludzi, którzy nie bardzo wiedząc czego chcą rozpowiadali na około o chęci zmiany pracy, telefonowali, umawiali się na spotkania (z których nic nie wynikało) i wywoływali sporo zbędnego zamętu. Poniewierali cudzym czasem i poświęconą im uwagą. Motyw oznacza wyobrażenie (myśl) o jakimś stanie rzeczy (przyszłym, istniejącym aktualnie, a nawet przeszłym). Motywem może więc być nadzieja na godziwe zarobki, szybszy awans, mniejszy wysiłek związany z wykonywaniem czynności zawodowych. Motywem bywa perspektywa niewypłacalności firmy, zadawnione urazy wobec przełożonych albo np. uogólnione przekonanie, że „dłużej tak żyć nie można!". Warto się upewnić, czy motyw szukania pracy nie mija się z przyjętym celem, czy nie grozi pogorszeniem sytuacji, a zwłaszcza czy jest na tyle ugruntowany w świadomości, aby pomagał przełamywać piętrzące się po drodze przeszkody. (Przecież często, gdy wykazujemy komuś niekonsekwencję jego działania, przyznaje on nam rację słowami: „Sam chyba nie wiem czego chcę", albo „Nie jestem pewien czy naprawdę tego chcę".) Przez pobudkę rozumiemy czynnik emocjonalny (np. gniew, złość, strach), który staje się bodźcem do powzięcia decyzji poszukiwania pracy lub zmiany zatrudnienia. Pobudką może stać się kolejna zgryźliwa uwaga współmałżonka, nagła obawa o utratę pozycji z powodu oznak ubóstwa, kolejna skarga dziecka, które daremnie prosi rodziców o zakup owoców itp. Pobudka może uruchomić łańcuch odwlekanych decyzji i zachowań. Cel, motyw i pobudka powinny być jasno rozgraniczone w świadomości szukającego pracy — co oznacza, że powinien rozumieć swoje postępowanie. Kto dobrze rozumie swoje zamiary i towarzyszące im nastroje, ten nie traci z oczu rzeczy najważniejszych pod wpływem nowych okoliczności, zniechęcenia lub podszeptów. Źle czyni ten, kto poszukując pracy liczy na ślepy traf lub nadzwyczajnie pomyślny zbieg okoliczności. Potrzebny jest plan działania. Poszukiwania bez planu, na chybił trafił, nie prowadzą do sukcesu w warunkach powszechnego bezrobocia i konkurencji ofert. Dni wtedy uciekają między palcami, a stracony czas i jałowe wysiłki rodzą frustracje, spychają w apatię, podkopują zaufanie do własnych możliwości. Hasło „jakoś tam będzie" — znak rozpoznawczy wszystkich dojutrków — trzeba zdecydowanie i natychmiast usunąć z rozmów nawet wśród bliskich. To hasło wzmacnia poczucie rezygnacji, stępia aktywność. Rezygnacja jest zaraźliwa! Przenosi się na tych, którzy mogliby nam pomóc. Plan działania — to ukształtowany w głowie scenariusz zachowań na dziś i jutro. Aż do sukcesu. Trzeba go ustawicznie czyścić z wieloznacznych skrótów myślowych (np. „Przypomnę sobie język angielski" — jako atut w grze o pracę). Dobrze jest na tym etapie szybko się zdecydować z kim i kiedy porozmawiać o swoich pomysłach, a kogo unikać — aby nie przeszkodził (malkontenctwem, jałową paplaniną wybijającą nas z aktywności). Plan działania obejmuje zbieranie informacji o potencjalnych miejscach pracy, zgłaszanie się gdzie trzeba w oznaczonej porze, gromadzenie argumentów. Argumentów, że jest się lepiej poinformowanym od innych o potrzebach firmy, odpowiednio przygotowanym zawodowo, wiarygodnym — czyli że jest się tym, którego mogą zaakceptować. Każde dłuższe rozważne działanie zawiera w sobie elementy taktyki i strategii. Raz będzie chodziło o zdobycie przychylności i zaufania, aby znaleźć się w kręgu potencjalnych kandydatów do zatrudnienia. Innym razem rzeczą taktyki będzie przełamywanie własnej niechęci i unikanie „palenia mostów" za sobą, bo może wypadnie nam wrócić do wcześniejszej oferty, może u pracodawcy wystąpią jakieś nowe okoliczności albo może wskaże nam on nowe kontakty. Wyrazem strategii jest przewidywanie zawczasu wariantowych koncepcji pokierowania własnym postępowaniem (np. prowadzenie równolegle zaawansowanych rozmów z kilkoma pracodawcami, czerpanie argumentów na później z przewidywanej odmowy zatrudnienia, celowe wytworzenie u partnera nowych potrzeb, preferencji lub kryteriów (np. kwalifikacyjnych), aby się w stosownej chwili do nich odwołać). Jedni widzą zagrożenia z daleka, a inni dopiero wtedy, jak zło ich w bok kolnie. Błędy własnych pomysłów i błędy własnego działania dobrze jest nie tylko w porę dostrzegać, ale i nie zwlekać z przeciwdziałaniem ich skutkom. Na przykład niefortunny wybór rozmówcy w Dziale Kadr (spowodowany urlopami) nie musi nas skłaniać do rezygnacji z zatrudnienia się w tej fabryce. Wręcz przeciwnie: może być pretekstem do ominięcia Działu Kadr i odbycia bezpośredniej rozmowy z kierownikiem Działu Mechanicznego zainteresowanym zdobyciem doświadczonego mistrza zmianowego. Biurokratyczne skostnienie wspomnianego kadrowca — umiejętnie wskazane kadrze technicznej — staje się czasem zarzewiem szerszej krytyki gnuśnych biurokratów i doprowadza do nowego myślenia w firmie. Niepowodzenia osób bezrobotnych mają swe źródło w nieodróżnia-niu błędów przyjętego założenia (dotyczącego celu i motywów) od błędów wykonania. Umiejętne pokierowanie własną aktywnością pozwala czasem zobaczyć nowe cele i nowe sposoby działania. Gdy mnożą się od pewnej chwili możliwości, nie należy wpadać w euforię i zaniechać naprawiania błędów. Absolutną rzadkością jest dzielenie się bezrobotnych między sobą sumą zdobytych doświadczeń, a należą do nich i błędy. W kontaktach z pracodawcami każdemu zdarzają się potknięcia i niezręczności. Naprawianie błędów może być niekiedy nieopłacalne lub zbyt przykre i wtedy konkretna oferta pracy wypada z orbity zainteresowań. Dobrze, gdy szukający pracy uczy się na swoich błędach i może skierować starania w nowym, atrakcyjniejszym kierunku. Najgorsza jest bierność, nieumiejętność wyciągania wniosków i jałowy upór. Są to cechy bardzo dobrze rozpoznawalne przez otoczenie. Dlatego, aby nie trwonić energii i osiągać sukcesy, należy w pierwszej kolejności zrozumieć swoje postępowanie — czym ono jest i jak widzą je inni. Podczas szukania pracy nie ma sytuacji bez wyjścia, są tylko lepsze i gorsze możliwości. Plan działania porządkuje myślenie o własnych sprawach i jest stróżem każdego kroku. Dobry plan (koncepcja postępowania) bynajmniej nie usztywnia zachowań i pozwala pochwycić każdą niespodziewaną dla nas okazję. Brak planu — grozi utratą szans. Człowiek nie potrafiący planować swego działania z reguły nie potrafi także samodzielnie pracować. Nadaje się tylko do prostej roboty najemnej i niesłusznie ma pretensje do Opatrzności, że poskąpiła mu talentu i zaszedł nie daleko. Umieć pracować i umieć planować swą pracę — znaczy tyle, co umieć postawić przed sobą wyraźny cel, uświadomić sobie, jakie kolejne cele doraźne składają się na cel główny i wiedzieć jakimi najbardziej sensownymi środkami te cele osiągać. Umieć planować — to znaczy umieć liczyć się z własnymi możliwościami, z możliwościami innych ludzi i ze wszystkimi istotnymi okolicznościami własnego działania; umieć podsumować to, co się zrobiło, a przy tym dobrze rozumieć przyczyny, z powodu których czegoś nie udało się zrobić. Celem nazywa się rezultat jeszcze nie osiągnięty, wyobrażenie zaś przyszłych sposobów działania nazywamy planem. Tak mówi nauka zwana prakseologią, której ambicją jest stać się gramatyką czynu. Skutki uboczne — skutki nie zamierzone Każda bez mała ludzka aktywność wywołuje skutki nie objęte bezpośrednio celem działania (skutki uboczne). Rozpowiadając np. wśród znajomych o zamiarze zmiany pracy albo o poszukiwaniu źródeł zarobku w miejsce utraconego zatrudnienia — godzimy się na wysłuchiwanie ich nie zawsze roztropnych sugestii. Bezrobotnego zazwyczaj drażnią tzw. głupie rady. Nie można od niego wymagać, aby przyjmował ze stoickim spokojem jakieś wymyślone naprędce brednie — ochłapy zainteresowania jego kłopotem, przebrane w maskę prymitywnej i płytkiej troskliwości. Konfrontacja postaw wobec jasno sformułowanego problemu braku pracy powoduje nowe zdefiniowanie znajomości łączącej dotąd ludzi i niejedne drogi się wtedy rozchodzą. Przysłowie ludowe poucza: chcesz stracić przyjaciela — pożycz mu pieniądze! A przecież czasem wystarczy tylko poprosić kogoś wyraźnie o wysłuchanie lub wstawiennictwo, aby więź towarzyska brutalnie zdradziła swą kruchość (skutek uboczny). Przykład: Rok 1994. W departamencie pewnego urzędu zarządzono niespodziewanie reorganizację i redukcję personelu. Zapanowało zamieszanie i zrozumiała niepewność. Jednakże osoby tworzące koterie z architektami tej reorganizacji były najzupełniej spokojne i dyskretnie przenosiły się na z góry upatrzone stanowiska w innych komórkach organizacyjnych urzędu. Szybko, sprawnie i bez rozgłosu. Paru wartościowym pracownikom nowe kierownictwo zaproponowało dalsze zatrudnienie na tych samych warunkach w zreformowanym departamencie, bądź zostali oni zaszczyceni ofertami innej, w miarę atrakcyjnej pracy. Pani Danuta należała niestety do grona pracowników przeciętnych i już nie młodych. Grzeczna, pracowita i lojalna, nie związana z żadną koterią. Miała jednak słuszne powody do obaw, gdyż nie była lubiana przez swą rówieśniczkę panią B. - egoistkę pierwszej próby, piastującą stanowisko dyrektora reorganizowanego departamentu. Gdy milczenie zaczęło się niepokojąco przedłużać pani Danuta zrozumiała, że brak propozycji pozostania lub przejścia do innej komórki oznacza w jej przypadku tylko jedno: konieczność poszukania sobie nowej pracy poza urzędem. W tym samym czasie pani dyrektor B. nie pytana rozpowiadała chełpliwie o swych szerokich kontaktach towarzyskich w kręgach administracji i biznesu. Pani Danuta stłumiła więc w sobie niechęć i wstąpiła do gabinetu szefowej z prośbą o jakąś rekomendację lub choćby wskazówkę, co począć dalej. Wyszła z niczym. Pani B. udała słodką idiotkę i zaproponowała pani Danucie udanie się po wskazówki do dyrektora Departamentu Kadr, o którym wiadomo było, że z własnej inicjatywy palcem w sprawie nie kiwnie i nigdzie słowa dobrego nie powie, bo jest nieprzyjaznym ludziom służbistą, sprowadzonym do roli ślepego narzędzia, bezwolnego wykonawcy cudzych poleceń. Szydercza wskazówka pani B. przygnębiła panią Danutę tak dalece, że puściły jej nerwy i zaczęła po babsku dzielić się wiadomością 0 swej zgryzocie. Zaczęło być jej wszystko jedno, rozmawiała już ze wszystkimi bez ograniczeń i to nie w formie próśb lub sekretnych zwierzeń, ale otwarcie relacjonowała szydercze rady szefowej. I tu nastąpił zwrot w sprawie. Znalazł się ktoś, kto dał pani Danucie niezłą pracę w innym urzędzie, a równocześnie opowiedział gdzie trzeba o starych i nowych grzechach pani B. I stało się jak w bajce: pani Danuta uwierzyła w istnienie na świecie bezinteresownych, przyzwoitych ludzi 1 ożywiona przypływem optymizmu dawała z siebie wszystko w nowym miejscu pracy. Pani B. popadła zaś w niełaskę. Wprawdzie pozwolono jej pozostać w dotychczasowym gabinecie, ale obniżyli jej nagle stanowisko oraz pensję i dawna chełpliwość minęła, jak ręką odjął. Widząc taki obrót sprawy koteria przyjęła postawę wyczekującą, a pani B. dzień po dniu zbierała od ludzi zapłatę za swe wcześniejsze intrygi i pychę. W podanym przykładzie (zdarzenie autentyczne) jest całe mnóstwo skutków ubocznych i nie zamierzonych, związanych z postępowaniem obu pań. Szczęśliwe rozwiązanie kłopotów pani Danuty stało się dziełem przypadku: wiadomość dotarła do wpływowego przyzwoitego człowieka, który znał z autopsji wartość obu kobiet. Mógł pomóc i zrobił to. Mógł ukrócić pychę, kładąc zarazem tamę szkodliwej społecznie arogancji oraz klikowości — i zrobił to. Poskromienie pychy zostało w środowisku dostrzeżone. Doskonale jednak zdajemy sobie sprawę, że nie warto działać na oślep, a tak przecież postępowała od pewnego momentu pani Danuta, rozpowiadając na prawo i lewo o doznanym upokorzeniu. Nie należy naiwnie zakładać, że los się do nas uśmiechnie, bo najczęściej nic nam wtedy nie wychodzi. Liczenie na los szczęścia czyni nas podobnymi do człowieka, co zepsuty zegarek potrząsał, aż ten „sam się zreperował". Skutki uboczne potrafią być pożytecznym dodatkiem do zamie-rzonego celu (np. odkrycie naukowe, opanowanie obcego języka), ale nie można czynić z tego zasady. Dlatego m.in. szukając pracy dobrze jest przewidywać skutki nie zamierzone (np. tzw. długi wdzięczności), bo tylko wtedy udają się próby zapobiegania skutkom niekorzystnym lub zdecydowanie złym (szkodliwym). Zgoła odmiennie wygląda szkodliwość działania bez celu. Skuteczność takiej aktywności jest zerowa i człowiek musi podejmować swój trud od nowa (syzyfowa praca). Wysiłek wielekroć powtarzany i nie uwieńczony sukcesem powoduje, że człowiek po kilku niepowodzeniach przestaje wierzyć w możliwość realizacji celu. Znaczy to, że obrany sposób jest zły lub cel jest nierealny. Czasem trudno ustalić, gdzie leży prawda! Przykład: Wiosną 1994 r. jakiś człowiek systematycznie zamieszczał w „Życiu Warszawy" ogłoszenie następującej treści: „Magister poszukuje pół etatu biurowego". Obok tylko numer telefonu. Jestem niemal pewien, że nikt poważny nie zaszczycił tego fantasty propozycją zatrudnienia pod wpływem lektury cytowanego ogłoszenia. Przy dzisiejszym bezrobociu (ok. 4 miliony osób zarejestrowanych!) i przepełnieniu stołecznych biur urzędnikami, tylko ktoś bardzo nierozsądny lub dowcipny figlarz mógłby zatrzymać dłużej uwagę na wspomnianym ogłoszeniu. Ludzi polujących na połowę znośnego etatu w biurze jest tak dużo w każdym zakładzie pracy i jego otoczeniu, że chętnych nie trzeba szukać za pośrednictwem prasy. Nie to jest jednak najważniejsze w tym osobliwym ogłoszeniu. Istotna tu jest naiwność owego magistra próbującego coś osiągnąć poprzez poinformowanie czytelników gazety jedynie o tym, że jest magistrem. Zupełnie inaczej odbiera się natomiast w tej samej gazecie ogłoszenie kobiety, która wie co chce osiągnąć i jakiego pracodawcy szuka ze względu na istniejące przepisy. Pozornie żartobliwe ogłoszenie tej niewiasty brzmi: „Młoda emerytka podejmie pracę ekspedientki sklepowej". Tu widzę szanse na sukces! Człowieka czynu cechuje postawa praktycznego realisty. Odrzuca on warianty naiwne, mało prawdopodobne. Zanim zdecyduje się na działanie przeprowadza dokładny rachunek „za" i „przeciw", stawiając sobie przy tym trafne pytania. Stara się unikać tego, co złe, a w ostateczności wybiera mniejsze zło. Praktyczny realista nie zdradzi swoich zamiarów w dotychczasowym miejscu pracy, jeśli brak mu dostatecznej pewności, że w nowym zakładzie przyjmą go w obiecanym terminie i na przyrzeczonych warunkach. Praktyczny realizm ludzi czynu nie zawsze jest zgodny z prawem i zasadami moralnymi. Nigdzie nie jest powiedziane bowiem, że uczciwość jest jedyną drogą osiągania realnych sukcesów, choć chciałoby się, aby tak właśnie było. Zreasumujmy. Cel powzięty przez szukającego pracy lub zarobku jest wyznaczony przez czynniki wewnętrzne i zewnętrzne - motywy i pobudki. Celem nazywamy zamierzony stan rzeczy, czynność lub zdarzenie. Cel działania powinien być jasny i wyraźny, czyli ostro określony. Powinien być realny, wykonalny i dostępny. Niektóre cele można niekiedy osiągnąć nie przez działanie, lecz przez zaniechanie. Na przykład, gdy inni burzą się i głośno krytykują administrację zakładu pracy, inni robotnicy „siedzą cicho" i z premedytacją obserwują, co będzie dalej. Czasem taka postawa pozwala przetrwać podczas masowych redukcji, a drogą do sukcesu staje się nie działanie, lecz właśnie bezczynność. Jedni głosują wrzucając głos do urny wyborczej, a inni w tych samych wyborach „głosują nogami" - pozostając w domu. Wśród zdemoralizowanych i źle nadzorowanych urzędników administracji publicznej podnoszony jest do rangi zasady prakseologicznej następujący żart: „Sprawy załatwiają się same — przez upływ czasu i śmierć strony!" Realizując swe cele wielekroć wywołujemy skutki nie zamierzone, klóre częściej bywają niepożądane (złe) niż korzystne. Praktyczny realista, znający obiektywne zasady dobrej roboty, wykazuje nie tylko wytrwałość w dążeniu do celu, lecz także przewiduje skutki nie zamierzone, liczy się z nimi i przeciwdziała tym skutkom, a w razie konieczności porzuca lub modyfikuje wybrany przez siebie cel. Umie on wystrzegać się zaangażowania w realizację celu, w którego realność, wykonalność lub dostępność nie wierzy. Na przykład trzeźwo i surowo ocenia swój stan zdrowia, przygotowanie teoretyczne, biegłość i wprawę w zawodzie, gdy redaguje i wysyła oferty w sprawie pracy. W przypadku czynności złożonych dobrze jest podzielić je na cłapy i wpierw zrealizować cele pośrednie, by dojść do celu ostatecznego. Jeśli np. celem ostatecznym jest wejście w pewne środowisko, to celem pośrednim będzie wyszukanie osób, które mogą nam w tym dopomóc. Stąd m.in. niektóre niezrozumiałe znajomości, a nawet przyjaźnie.
