- W literaturze psychologicznej napisano wiele o zjawisku „hallo efektu", polegającym na wyrabianiu sobie zdania na temat danej osoby na podstawie pierwszego wrażenia. Wrażenie to powoduje utrwalenie w umyśle drugiej osoby obrazu daleko wybiegającego poza faktycznie dostrzeżone cechy. Pierwsze wrażenie rządzi się bowiem prawem skojarzeń — skojarzeń nie mających często wiele wspólnego z daną osobą — i wpływa znacząco na interpretację faktów poznawanych w toku dalszej znajomości czy choćby dalszej rozmowy. Przykład: Dyrektor fabryki rzadko osobiście rozmawia z kandydatami do pracy, gdyż ufa specjalistom, którzy przeprowadzają selekcję i wyręczają go w podejmowaniu decyzji personalnych. Zdarzają się jednak sytuacje, kiedy musi on sam przeprowadzić rozmowę i zadecydować o dalszym toku postępowania z ofertą petenta ubiegającego się o zatrudnienie. Właściciel przedsiębiorstwa ufa bowiem swojemu wyczuciu i intuicji, które bywają jednak zawodne i nie zastępują koniecznego profesjonalizmu. Wspomniany dyrektor fabryki widząc przed sobą młodego mężczyznę z kolczykiem w uchu kojarzy go natychmiast z dobrze znanym synem sąsiadów, który nosi w uchu podobny kolczyk i jest narkomanem. To wrażenie jest tak silne, że dyrektor nie dostrzega w toku rozmowy pozytywnych cech młodego petenta (zdolnego socjologa) i bez racjonalnych powodów eliminuje go z grona kandydatów ubiegających się o stanowisko Głównego Specjalisty w Dziale Kadr. A szkoda. Nieoczekiwany widok kolczyka w uchu okazał się na tyle silny, że dyrektor nie był skłonny pamiętać, że przecież petent ma za sobą nietuzinkowe osiągnięcia zawodowe, że gdzie indziej byt doceniony, pomyślnie przebrnął przez sito ostrej selekcji i do dyrektorskiego gabinetu nie wszedł ot tak, prosto z ulicy. Mówiąc po prostu: człowiek często bezwiednie sugeruje się tym, co pomyślał o danej osobie, widząc ją po raz pierwszy. Sytuację, w której spotkał tę osobę (towarzystwo, ubiór, pierwsze odezwanie się itp.) uważa za typową dla niej i wiele o niej mówiącą. Zjawisko psychologiczne, które tu sygnalizuję, dotyczy obu stron i dlatego jest ważne, by od pierwszej chwili kontaktu także właściciel przedsiębiorstwa (pracodawca) lub jego przedstawiciel zdołał wytworzyć u petenta poczucie, że petent jest aktualnie głównym przedmiotem jego zainteresowania i że zainteresowanie to ma charakter autentyczny. Pracodawca spóźniający się, nieskłonny do przerwania aktualnie wykonywanej pracy (np. wstający co chwila do telefonu), pozwalający długo na siebie czekać — sprawia wrażenie mało zainteresowanego lub wręcz lekceważącego kandydata do pracy. I przeciwnie — pracodawca gotowy z miejsca poświęcić całą uwagę swemu petentowi, skupiony na przebiegu rozmowy od pierwszych jej chwil — tworzy dobre podwaliny pod przyszły kontakt. Możliwe staje się lepsze wzajemne poznanie, maleje dystans psychologiczny i łatwiej o trafne decyzje z obu stron. Bagatelizowanie zjawiska pierwszego wrażenia jest więc grubym błędem i często przesądza o końcowym rezultacie spotkania. Podobnie rzecz się ma w przypadku pierwszego wrażenia wytworzonego wyłącznie na podstawie przejrzenia cudzych dokumentów dostarczonych pocztą. Ich tzw. ogólny wygląd, schludność lub jej rażący brak, rzucające się w oczy błędy ortograficzne (u osoby po maturze!) albo z kolei nadzwyczajna choć nie przesadna estetyka — oto cechy, które mogą zrażać lub zjednywać do nieobecnego petenta, zanim pracodawca zdoła (jeśli zechce) dowiedzieć się o nim cokolwiek więcej. Trzeba pamiętać, zwłaszcza pisząc do poważnych urzędów lub instytucji albo przybywając tam na rozmowę, iż na ogół złe pierwsze wrażenie robią wypowiedzi petenta na tyle emocjonalne, że nie można ich traktować poważnie. Późniejsze stonowanie wypowiedzi nie na wiele się zdaje.
